Działka widmo – z życia wzięte

Dzialka widmo 1024x576 - Działka widmo - z życia wzięte

W kolejnej odsłonie historii „z życia wzięte” opowiem Wam o „pseudosprzedaży” pewnej działki. Jest to kolejna opowieść ku przestrodze. Ponieważ nader często zdarzają się takie historie, to uważam, że warto o nich pisać i myślę, że taki blog jak mój jest dobrym na to miejscem. Być może komuś uda się dzięki temu zapobiec nieszczęściom. 

My ludzie mamy to do siebie, że często zawierzamy innym osobom gdy tylko połączy nas jakiś wspólny mianownik. Wystarczy, że jest to znajomy znajomego, dzieci w podobnym wieku, przyjaciółka żony, posiadanie psów tej samej rasy itp. Mówię serio. Obserwuje to często podczas pracy. Wystarczy tylko wspólny temat i już wyłączają nam się takie cechy jak rozwaga, ograniczone zaufanie czy też podejrzliwość.   

I właśnie dzisiaj opowiem Wam taką historię, gdzie znajomość i wzajemne zaufanie doprowadziły do tego, że strony postanowiły załatwić sprawę sprzedaży na zasadzie „tu i teraz” bez zachowania jakiegokolwiek rozsądku.  Dowiecie się również jakie skutki z tego wynikły. 

Mam działki na sprzedaż

Jakiś czas temu zgłosiła się do mnie Pani, która posiadała kilka działek. Chciała je sprzedać i w tym celu przyszła do mnie. Nie wiedziała, gdzie dokładnie te działki są zlokalizowane, więc odszukałyśmy je na mapach informacji przestrzennej. Okazało się, że są to niewielkie działki w samym środku lasu, bez drogi dojazdowej. Na dodatek każda w innym miejscu. Ponieważ nie zajmuję się sprzedażą tego typu nieruchomościami, nie podjęłyśmy współpracy. 

Gdzie jest ta działka? 

Kilka miesięcy później zadzwonił do mnie Pan, z prośbą o spotkanie. Jak się okazało, był zainteresowany zakupem jednej z powyższych działek i dlatego poprosił mnie, abym pokazała mu jej dokładną lokalizację na mapie. Ten Pan otrzymał kontakt do mnie od Pani, z którą rozmawiałam wcześniej. Można by powiedzieć, że sama go do mnie wysłała. 

Jak tylko pokazałam mu, gdzie znajduje się ta działka, to bardzo się zdziwił. Co się okazało: 

Jak do tego doszło?

Właścicielka działki potrzebowała pilnej gotówki i postanowiła, że sprzeda jedną ze swoich działek. W trakcie rozmowy ze swoją znajomą wspomniała o tym, że ma fajną i niedrogą działkę na sprzedaż. Znajoma przekazała tę informację swojemu mężowi i strony postanowiły się spotkać. 

Podczas spotkania właścicielka nie była w stanie w sposób dokładny pokazać, gdzie znajduje się ta działka. Babcia zawsze jej powtarzała, że „tam za naszą działką są jeszcze inne nasze działki”. I tyle było wiadomo na ich temat. I tyle też przekazała zainteresowanemu. 

Ponieważ była to ciekawa okolica i wskazywany obszar położenia działki był interesujący, Pan zdecydował się ją kupić. Ustalili pewną kwotę i przystąpili do spisywania umowy. 

Żadna ze stron nie miała pojęcia na temat obrotu nieruchomościami. Nie skonsultowali tego z nikim. Spisali odręcznie na zwykłej kartce papieru, coś na wzór oświadczenia sprzedającej, że sprzedaje działkę nr (…)  Panu (…) za kwotę (…). Jednocześnie zobowiązała się do przygotowania niezbędnej dokumentacji potrzebnej do umowy notarialnej w określonym terminie. Zainteresowany wpłacił całą kwotę sprzedaży w dniu podpisania tego dokumentu. 

las 1024x576 - Działka widmo - z życia wzięte

Kilka miesięcy później… 

To, co opisałam powyżej, działo się na kilka miesięcy przed tym jak ta Pani do mnie trafiła po raz pierwszy. Teraz to widzę tak, że pod pretekstem podjęcia ze mną współpracy w zakresie pośrednictwa w sprzedaży działek, wypytała mnie o to gdzie znajduje się rzekoma działka. Przy okazji dowiedziała się, jakie jest jej przeznaczenie i realna wartość. 

Było to już kilka ładnych miesięcy po podpisaniu dokumentu, w którym strony ustaliły szczegóły sprzedaży. Pani wciąż nie wiedziała, gdzie są jej działki i nie skompletowała żadnych dokumentów. 

Jak się okazało działka leżała w odległości kilku kilometrów od tego co ta Pani wskazywała kupującemu. Poza tym cena była co najmniej kilkukrotnie zawyżona. Nie wspominając już o tym, że był to zwyczajny środek lasu bez drogi dojazdowej. 

Gdy Pani zorientowała się, co tak naprawdę „sprzedała” to chciała się z tego wycofać. Powiem szczerze, nie wiem, dlaczego chciała to zrobić. Czy był problem ze skompletowaniem dokumentów, czy może jednak nie była uregulowana własność? A może zrozumiała, że sprzedała klientowi  przysłowiowego kota w worku. Tak czy inaczej, odmówiła przystąpienia do aktu notarialnego, jednocześnie informując, że w tej chwili nie ma już pieniędzy, które otrzymała. Zobowiązała się, że je odda w późniejszym terminie. 

Nie wiem, czy finalnie doszło do sprzedaży, czy może do zwrotu pieniędzy. Nie mam kontaktu z żadną ze stron.

Dlaczego napisałam tę historię? 

Dlatego, aby pokazać Wam, jak łatwo podjąć błędne decyzje. Wystarczą wspólne zainteresowania lub fakt, że strony znają się osobiście i już tracimy głowę i zdrowy rozsądek. 

Poza tym jeżeli nie znamy się na czymś, to nie podpisujmy żadnych zobowiązań, umów, oświadczeń woli itp. Aby kupić nieruchomość, należy naprawdę wykonać szereg czynności zmierzających do ustalenia m.in. jej przeznaczenia, prawa własności czy też realnej ceny. 

W opisanym przykładzie popełniono chyba wszystkie możliwe błędy, które mogły być popełnione. 

Co gorsza, często pazerność prowadzi nas do tego, że tracimy o wiele więcej. Przykładem są nagminnie sprzedawane mieszkania z pominięciem pośrednika. Są osoby, które wmawiają właścicielowi, że pośrednik to „złodziej”, który weźmie prowizję za nic. I one (te osoby) są tak dobre, tak łaskawe, że uchronią tego biednego właściciela przed tymi „krętaczami” agentami. Skutkiem tego jest to, że mieszkania są sprzedawane za 70-80% swojej wartości. Niestety, ale te „dobre”  osoby kupujące BEZPOŚREDNIO ZA GOTÓWKĘ są bardzo często naciągaczami i żerują na niewiedzy ludzi, którzy nie mają o tym żadnego pojęcia. Sprzedający traci kilkadziesiąt tysięcy, ale za to jest zadowolony, bo „nie dał pośrednikowi zarobić”. O tym procederze i sposobach manipulowania napisze wkrótce kolejny artykuł.  

Podsumowanie 

Nie napisałam tego artykułu, aby Was straszyć i przekonywać do tego, że jedyną słuszną drogą jest skorzystanie z usług agenta nieruchomości. Napisałam to, aby pokazać Wam jak niewiele potrzeba, aby stracić zdrowy rozsądek i popełnić dotkliwe w skutkach błędy. 

Jeżeli jednak jesteście w stanie sami sprawdzić wszystko (własność, przeznaczenie, granice, obciążenia itp.itd.), to proszę bardzo, róbcie to sami. Jeżeli jednak macie jakiekolwiek wątpliwości co do swojej wiedzy, to zaufajcie specjalistom, którzy biorą za to odpowiedzialność. Owszem, zapłacicie za taką usługę, ale czymże jest te kilka procent w porównaniu do utraty kilkudziesięciu tysięcy złotych tak jak w przypadku opisanych mieszkań lub całej kwoty w przypadku sprzedaży opisanej działki. 

Przeczytaj również:

Renta planistyczna – przeczytaj, zanim sprzedaż nieruchomość

Księga wieczysta – jak, gdzie i kiedy należy się z nią zapoznać?

Umowa przedwstępna, podpisuj ją świadomie – zadatek czy zaliczka?

Sprzedaż nieruchomości przed upływem 5 lat


Chcesz być na bieżąco? Zapisz się do newslettera.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *